Moja ulubiona runda WRC to…

Jak świat długi i szeroki kilka razy w roku oczy całego motorsportowego środowiska skierowane są w jedno konkretne miejsce. Od meksykańskiego Leon, aż po australijskie Coffs Harbour – to właśnie tam współcześni gladiatorzy zabierają swoje powozy i walczą między sobą o miano najlepszego na świecie. Każda runda jest całkowicie inna, każda premiuje co innego. Która jest waszą ulubioną?

Cały serial rozpoczynamy dwoma wyjątkowymi rundami. Pierwszym przystankiem jest Rajd Monte Carlo. Zespoły przyjeżdżają tam pełne nadziei, że poczynione w zimie zmiany i nowe (czasami) składy kierowców spiszą się tym razem idealnie. Rozpoczynamy oesy na suchym asfalcie, później dostajemy na zmianę lód, błoto pośniegowe, śnieg. Wszystko to… aby skończyć znów po suchym. Tysiące kibiców z racami wokół ognisk tworzą niesamowitą atmosferę. Zaraz po legendarnym Monte kierujemy kroki na jedyną imprezę rozgrywaną na śniegu – Rajd Szwecji. Wszechobecne lasy Varmland, śnieżne bandy, ogniska – czego chcieć więcej.

Później nadchodzi pora na szutry przedzielone Rajdem Korsyki. Mała francuska wyspa to już legenda rajdów. Tam rozgrywanych jest zawsze najmniej odcinków specjalnych, w tym roku było ich zaledwie 10, a próby rozsiane są po całej wyspie. Niezwykle wąskie, techniczne oesy, bliskość morza – to bardzo popularny kierunek dla kibiców. A serial szutrowy? No cóż – najpierw daleka wycieczka do Meksyku, później do Argentyny. Tam na zawodników czekają górskie oesy po twardym szutrze, latynoscy kibice, wyjątkowa kultura i zwyczaje oraz takie klasyki, jak El Chocolate, Guanajuato, czy El Condor.

Następnie nadchodzi pora na część szutrów europejskich – Portugalia i Sardynia. To z całą pewnością jedne z ulubionych destynacji dla polskich fanów. Piękna pogoda, bezpośrednia bliskość morza i plaży – można bardzo łatwo połączyć rajdowe emocje z wakacjami. Wszyscy wiemy, jaki był kolejny przystanek kolorowej kawalkady mistrzostw świata – piekielnie szybkie, widowiskowe, przyciągające tysiące kibiców mazurskie szutry. Ich niestety w przyszłym roku już nie będzie, a wolne miejsce zajmie Rajd Turcji. Chcąc więc oglądać kosmiczne szybkości i dalekie skoki będziemy musieli udać się do Finlandii. Ten wyjazd jest nieco trudniejszy pod względem logistycznym, jednak pakiet, który otrzymujemy na miejscu jest doskonały. Ten rajd to istna legenda, a Ouninpohja, to prawdopodobnie najsłynniejszy oes w całym WRC.

Po szutrowej karuzeli wybieramy się do Niemiec. Stamtąd mamy świeże wspomnienia – winnice, wojskowe poligony, pola i lasy. Niemiecka perfekcja widoczna jest tam w każdym elemencie. Wydaje się, że po wyeliminowaniu z kalendarza naszego rodzimego klasyka, to właśnie Rallye Deutschland będzie najpopularniejszym kierunkiem polskich kibiców. Po asfaltowych emocjach w Niemczech zespoły przenoszą się do Katalonii. Znów jedziemy na wakacje – plaża, morze, Barcelona, piękne widoki. Jedyny rajd mistrzostw z mieszaną nawierzchnią – w piątek załogi zmierzą się z szutrami, a następnie mechanicy będą musieli kompletnie zmienić ustawienia samochodów, gdyż w sobotę i niedzielę zawodnicy będą rywalizować już na asfalcie.

Ostatnie dwie rundy mistrzostw świata to znów szutry, jednak całkowicie od siebie odmienne. Pierwszą z imprez jest Rajd Wielkiej Brytanii rozgrywany w dużej większości w Walii. Deszcz, błoto, lasy… wszechobecna wilgotność i ubrudzone rajdówki – to stały widok wyspiarskiej rundy. Dla wielu ta impreza ma w sobie wyjątkową magię i atmosferę. Sezon kończymy w Australii. Techniczny, wąski, wymagający rajd pośrodku lasów. Kto wie, może tam zadecydują się losy tegorocznego tytułu mistrza świata.

Który rajd wy lubicie najbardziej i dlaczego?

Tagi: Rajdy WRC

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

W temacie

Newsy ze świata motosportu