DiRT 4 – pierwsze wrażenia

DiRT 4 od Codemasters charakteryzuje się piękną oprawą graficzną, wciągającą fizyką, świetnymi dźwiękami oraz wbijającą w fotel pogodą. To nie są jednak największe plusy nowego „króla ścigałek”.

To, co zdecydowanie wyróżnia DiRT 4 na tle całej reszty gier rajdowo-wyścigowych to kombinacja i połączenie mnóstwa trybów jazdy, zarówno dających najczystszą frajdę (jak na przykład imitujące przejazdy Gymkhana rozbijanie pudełek leżących na terenie starego magazynu), przez przepychanki i luźną rywalizację (rallycross) aż do pełnego skupienia i zaangażowania, których od gracza wymagają tryby stricte rajdowe.

Nie można powiedzieć, że nowy DiRT jest stanowczo lepszy od Forzy Motorsport, czy Gran Turismo – dwóch najwyżej cenionych symulatorów. To, co można powiedzieć o DiRT 4 to to, że jest odświeżająco inny i urzekający. Wchłania gracza, który z każdym nowo poznanym trybem jazdy poznaje grę na nowo.

Wszystko zaczyna się od rajdowej szkółki, podczas której będziemy mieli do przejścia 27 różnych lekcji. Możemy je oczywiście pominąć, choć i te są ciekawe i pozwalają na lepsze poznanie fizyki.

Zanim rozpoczniemy naukę tejże, będziemy mieli do wyboru dwa tryby: arcade oraz symulację. Sprawdziliśmy zachowanie Opla Adama R2 na szutrowym odcinku testowym w tych dwóch wersjach i… do trybu arcade już nie wróciliśmy, choć i ten ma swoje zalety. Prowadzenie auta, czucie tego, co dzieje się z nim na każdym zakręcie, koleinie czy hopie, jest wręcz nieporównywalne do żadnej innej gry.

A tryb arcade? Trochę za bardzo spłyca te wszystkie odczucia, jednak będzie świetny dla początkujących graczy, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z bardziej zaawansowaną fizyką jazdy. Brawa dla Codemasters za świetne wyważenie tych dwóch trybów i znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy dostępnością, a sporym wyzwaniem.

Fantastycznie rozbudowany jest również tryb kariery. Po kilku rajdach wypożyczonym autem klasy R2 udaje się nam nazbierać wystarczającą ilość wirtualnej gotówki aby zakupić własny samochód. Stawiamy na Opla Adama R2, tworzymy zespół, wybieramy malowanie oraz przeglądamy oferty od sponsorów, którzy przed każdą kolejną rundą będą wysyłać kierownictwu naszego zespołu wymagania, które – jeśli spełnimy – pozwolą nam na otrzymanie bonusowej kasy.

Gdy będziemy mieli już auto i oklejenie, przyjdzie czas na wybranie członków zespołu. Od mechaników, inżynierów aż do agenta PR. Cała otoczka budowania zespołu jest wyśmienita i pozwala na czerpanie ogromnej frajdy nie tylko z szybkiego pokonywania odcinków specjalnych.

Przed nami jeszcze wiele godzin testów nowego DiRT 4, które już teraz zapowiadają się na czas spędzony z ogromnym bananem na twarzy. O dalszych odczuciach będziemy was informować za pośrednictwem naszego www, a w kolejnym wydaniu Magazynu Rajdowego WRC znajdziecie obszerną relację z testów DiRT 4.

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Newsy ze świata motosportu